Zadzwoniła do nas oburzona Krystyna Siemiątkowska: – Zostaliśmy z mężem wyproszeni z kawiarni na lotnisku, i to w bardzo grubiański sposób. Usłyszeliśmy, że skoro skończyliśmy już pić kawę, mamy wyjść. Czy tak ma działać miejsce, które dla przylatujących gości jest wizytówką „miasta spotkań”?!